
Wysłuchała Agata Domańska
Wywiad ukazał się w magazynie SENS
Teresa Raczkowska, psycholog, psychoterapeuta, prowadzi terapię indywidualną, www.raczkowska-psychoterapia.pl
Ktoś bliski zdradził, zawiódł zaufanie, dotknął do żywego. Czy miłość wszystko wybaczy? Tak, jeśli zaczniemy od miłości do siebie – mówi Teresa Raczkowska w rozmowie z Agata Domańską
Co to właściwie jest zranienie?
To jest rodzaj wyjątkowej sytuacji, której doświadczamy nagle – choć bywa, że często – i która odbiera nam poczucie tożsamości, bezpieczeństwa, gruntu pod nogami. Zranienie jest poczuciem utraty łączności i jedności z drugą osobą, zachwianiem takiego podstawowego „mostu”, który nas łączy. Ten „most” to coś pozawerbalnego: rzadko o nim mówimy czy myślimy, ale kiedy jest, mamy poczucie bezpieczeństwa i połączenia z kimś na bardzo podstawowym poziomie.
Czyli cierpimy podwójnie: z powodu zranienia, jak i oddzielenia.
Tak, przy czym poczucie oddzielenia dotyczy relacji ale też oddzielenia od nas samych co jest mniej uświadamianym ,głębszym aspektem. Zazwyczaj reakcją na zranienie jest nawykowe obwinianie: ktoś mnie zranił, to jego wina. Tymczasem druga osoba jest wprawdzie nadawcą bodźca, ale żeby ranił, musi trafić w nasze dawne zranienie. Każdy ma takie obszary w sobie, a im ich więcej, tym łatwiej i częściej będzie się czuł raniony.
I dlatego reakcja bywa nieadekwatna do bodźca?
Właśnie! Oczywiście z punktu widzenia osoby doświadczającej zranienia reakcja jest adekwatna. Więc odpowiada złością, smutkiem, izolacją, wściekłością, obniżeniem nastroju, lękiem przed bliskością. Kiedy poczucie zranienie jest bardzo głębokie i zupełnie nieprzepracowane, często wycofuje się z relacji.
Trzeba mieć świadomość, że to moja reakcja i przyglądać się jej?
Tak, zobaczyć, co to we mnie obudziło. Za pierwszym razem to się raczej nie udaje, ale kiedy napięcie opada, może pojawić się ślad pamięciowy: to uczucie jest mi dobrze znane, kiedyś to przeżyłem, tylko bardzo skrzętnie wyparłem. Teraz ktoś utorował temu bolesnemu miejscu drogę na powierzchnię. I właściwie powinienem mu być wdzięczny, bo pokazuje mi mnie samego. Stare zranienia mają tendencję do powtarzania się, prosząc o uzdrowienie.
Ale jakaś złość, obraza czy opór są chyba normalne?
Jasne! Praca ze świadomością nie wyklucza obrony granic. Problem polega na tym, że my najczęściej od razu wpadamy w mechanizm obrony i ataku, który jest automatyczny, nieświadomy i niczego nie wnosi. A kolejność powinna być taka, że najpierw dobrze jest załatwić sprawę ze sobą – i można to zrobić względnie szybko – a potem dopiero się konfrontować z sytuacją. Doprowadzenie do konfrontacji jest nawet bardzo wskazane, bo nie ma nic gorszego, niż zamknięcie się w bólu „jestem zraniona i teraz sobie cierpię”.
Trzeba drugiej osobie pokazać, co nam robi?
Pokazać, co czuję i na tym się oprzeć. Wszystko powiedzieć jednak z pozycji „ja”: to „mnie” dotyka. Nie przerzucać poczucia winy na drugą stronę, nie oskarżać, nie osądzać, nie ferować wyroków. Ograniczyć się do własnego wnętrza.
Ale są przecież takie zranienia, które nie są potrzebne, takie ewidentne krzywdy?
Tak, są takie sytuacje. Z reguły mamy poczucie krzywdy, kiedy inni manipulują, bo chcą mieć rację, chcą przeforsować swoje zdanie. Ale i wtedy – w pełni świadomi i skupieni – możemy zobaczyć, że gdybyśmy naprawdę siebie akceptowali, nie doszłoby do zranienia. Manipulator nieświadomie zahacza o jakąś część, której w sobie nie akceptujemy a to powoduje że nie odpowiadamy mu z właściwej dorosłej pozycji .
Podobno nawet zdradę można wybaczyć.
Zdrada to ogromne nadszarpnięcie zaufania.
Ale on tak bardzo prosi „wybacz”…
Można wybaczyć zdradę. Ale też to, że on prosi nie oznacza, że mamy obowiązek wybaczyć. Czasem się wybacza, ale się nie zapomina, tylko np. wypiera coś ze świadomości. To nie jest zdrowe. W ogóle to, co się wybacza, a czego nie, to indywidualna sprawa każdego człowieka i nie można tu konstruować żadnych teorii, bo to nadużycie. Ja nie namawiam nikogo do wybaczania, bo żeby wybaczyć, najpierw trzeba ranę zabliźnić w sobie, przeżyć tę sytuację. O wybaczeniu można myśleć, kiedy poczujemy, że uraza, zranienie i ból zostały rozpuszczone – może troską o siebie, a może zabiegami tego, kto skrzywdził.
A jeśli pozostajemy w relacji, w której coś nas krzywdzi, choć nie wybaczamy…
To znaczy, że jest to relacja oparta na uzależnieniu, a my nie akceptujemy samych siebie. Jeśli nie odnajdziemy się w swoich uczuciach i będziemy nosić urazę, nie będzie zgodności w tym, co czujemy i robimy – a wtedy będziemy postępować wbrew sobie.
Przyjmując postawę ofiary…
Ofiara to ktoś, kto się godzi na to, co ją spotyka i nic z tym nie robi. Pogrąża się w poczuciu bezradności. Może mieć swoje korzyści z tego, że jest ofiarą: jak jestem biedny i raniony, to ktoś się wreszcie nade mną zlituje i pocieszy. Taki klasyczny przykład żony alkoholika: on wprawdzie pił i bił, ale ona poświęciła się „dla dzieci” i ciągnęła ten niewdzięczny wózek. To zwalnia od poczucia odpowiedzialności za swoje życie.

Życie zgodne ze wskazówkami

Drugie imię miłości

Przy rodzinnym stole